Anon nie lubi wesel

Wesela w Cebulandii to zwyczajna bieda umysłowa, tak dla polaczków wygląda bogactwo, tak dla Karyn wygląda bycie księżniczką. styropianowe kolumny korynckie i sztuczne marmury w sali weselnej stylizowanej na szlachecki dworek przy obwodnicy, najdroższa opcja u najtańszego fryzjera w mieście, błyszczące lukrowe suknie i niedopasowane garnitury. ale żeby nie było snobistycznie i żeby wprowadzić trochę luzu to śmieszny wodzirej z zabawnymi grami, znajoma Karyna z technikum miała i poleca, a teraz to podobno ma wszyty esperal więc na pewno się sprawdzi, dużo wódki bo hehe polak musi się napić, schabowe, rosół, dewolaje i frytki też żeby było na bogato. sesja zdjęciowa w łazienkach, jak królowie 300 lat temu, ale najlepiej też śmieszna bo w końcu młodzi jesteśmy, wszyscy mi mówią że jestem wyjątkowa, szalona i że nie można się ze mną nudzić, chcę żeby to było widać na zdjęciach.
w efekcie „najważniejsza noc w życiu” to napierdoleni, wąsaci wujkowie i kuzyni w błyszczących garniturach tańczący do aisza lekatemua i trzy lata spłacania kredytu.

Napisz komentarz